36 (50) – Szczun Na Śląsku – „Gwinea – Święto Niepodległości kulinarnie czyli zupa Konkoye”

2 października to w Gwinei dzień świąteczny. Tego właśnie dnia w 1958 roku, ten afrykański kraj uzyskał niepodległość od Francji, po wcześniej przeprowadzonym referendum. Czyli świętujemy odbywając kolejną kulinarną podróż.

Będąc młokosem czytałem książkę Arkadego Fiedlera „Nowa przygoda Gwinea”. Niestety nic z niej nie pamiętam, poza jednym zdjęciem młodej murzyńskiej tancerki, która w tańcu pokazywała jak duże będzie miała kiedyś piersi po wykarmieniu któregoś tam jej dziecka.

Nowa przygoda Gwinea Arkadego Fiedlera

„Nowa przygoda Gwinea” Arkadego Fiedlera

Ale wracając do przepisu. Tym razem wybrałem zupę Konkoye – czyli zupę rybną z wędzonych ryb.

Składniki:

  • 2 wędzone ryby (użyłem karmazyna i trewala)
  • puszka pomidorów w kawałkach
  • 1 duża łyżka koncentratu pomidorowego
  • 2 warzywne kostki rosołowe
  • ćwierć małej dynii
  • 3 papryczki Peperoncino
  • pół łyżeczki czarnego mielonego pieprzu
  • 1 duża posiekana czerwona cebula
  • 2 posiekane ząbki czosnku
  • 1 marchew pokrojona w grube plasterki
  • 3 ziemniaki pokrojone w duże kawałki (na cztery)
  • 100 ml oleju z orzeszków ziemnych
  • 1 litr wody
  • sól do smaku

Składniki na gwinejską zupę Konkoye

Przygotowanie:

  1. W misce wymieszać pomidory, przecier pomidorowy, cebulę, czosnek, pieprz i jedną kostkę rosołową. Odstawić.
  2. Umyć wędzone ryby w gorącej wodzie i podzielić na mniejsze kawałki.
  3. W garnku rozgrzać olej i włożyć wędzone ryby oraz mieszankę pomidorów i przypraw. Gotować na wolnym ogniu 10 minut.
  4. Następnie dodać marchew, ziemniaki, papryczki, drugą kostkę rosołową i dolać wodę. Gotować 20 minut.
  5. Dodać pokrojoną w kawałki dynię, dosolić do smaku i gotować jeszcze 10 minut. DO czasu, aż dynia będzie ugotowana.
  6. Podawać z ryżem umieszczonym na osobnym talerzyku.
Zupa Konkoye - efekt końcowy

Zupa Konkoye – efekt końcowy

Zupa jest pyszna, inna niż nasza polska zupa rybna. Zazwyczaj jest bardzo pikantna. Ja postanowiłem, że jej ostrość będzie wyczuwalna, jednak nie paraliżująca. Przepis na cztery osoby.

PS

Jutro (3.10) dzień Zjednoczenia Niemiec – święto u naszych zachodnich sąsiadów. To zapewne będzie uczta kulinarna.

Reklamy

09 (23) – Szczun Na Śląsku – “Pamiętam jak biegłem”

The Memory of Running

autor:  Ron McLarty,  przekład:  Alina Siewior-Kuś  

Pamiętam jak biegłem

Pamiętam jak biegłem

„Człowiek musi się nauczyć patrzeć na uwielbianą osobę cudzymi oczyma. To tak, jakby trzeba było stać się zupełnie innym człowiekiem, żeby móc uważnie się przyjrzeć. Dobrzy ludzie chronią swoich ukochanych, nawet jeśli oznacza to udawanie, że wszystko jest w porządku.” – z rozdziału 6.

Na pierwszy rzut oka normalna amerykańska rodzina. Ojciec, matka, córka i syn. Ojciec gracz drużyny basebollowej, matka w domu, psychicznie chora siostra i główny bohater, który z biegiem lat zmienia sie w otyłego, palącego non-stop pijaka bedąc w wieku młodzieńczym chudzielcem.

Pewnego dnia dowiaduje się o wypadku samochodowym, w którym gina jego rodzice. Oczywiście wtedy jest pijany. Po śmierci rodziców, przy której jest obecny, porządkując pocztę, znajduje wiadomość o niedawnej śmierci zaginionej wiele lat temu Bethany.

Impuls, przypadek i postanawia wyruszyć w drogę. W garażu rodziców znajduje swój stary rower i postanawia jechać przed siebie. Za zadanie stawia sobie dotarcie z Providence (Rhode Island) ze wschodu Stanów Zjednoczonych, do Los Angeles w Kaliforni (odległość około 4,5 tys. kilometrów). Po to aby odebrać tam, z kostnicy, ciało siostry.

Prosta powieść, z przesłaniem, głęboka, wzruszająca. Obserwujemy przemianę Smithsona Idy’a, jego wędrówkę, przemianę, poznawanie siebie. Daje trochę śmiechu, trochę łeż, ale co najważniejsze daje nadzieję.

08 (22) – Szczun Na Śląsku – „Ostatni Testament”

Autor: James Frey

tytuł oryginału: The Final Testament of the Holy Bible

 

Aga poleciła. A wiadomo, że Aga byle czego nie poleca. Więc zakupiłem.

Ostatni Testament

Ostatni Testament

Z tylu okładki:

„Co byś zrobił, gdybyś się dowiedział, że Mesjasz żyje teraz, w naszych czasach? Że żyje w Nowym Jorku. Że sypia z mężczyznami i że kobiety zachodzą z nim w ciążę. Że pomaga umrzeć konającym, że uzdrawia chorych. Że przeciwstawia się władzy i podważa świętości. Co byś zrobił, gdybyś go poznał? A gdyby odmienił twoje życie? Uwierzyłbyś?

„Ostatni Testament” zmieni twój sposób myślenia, twój sposób życia. Zrani cię. Przerazi. Rozwścieczy. Dotknie. Otwórz oczy na świat, w którym żyjemy. Od dwóch tysięcy lat czekamy na przybycie Mesjasza. Był tutaj. „Ostatni Testament” opisuje historię jego życia.”

Ciekawie się czyta – książka to de facto spisane wypowiedzi bohaterów. Monolog, cały czas monolog.  Wypowiedzi Mesjasza zapisane innym kolorem czcionki. To ciekawe, tak jakby miały się wryć w pamięć.

Tak naprawdę to książka o niczym nie obwarowanej, bezwarunkowej miłości.  Tylko, czy ktoś z nas potrafi być do końca taki bezwarunkowy.  Polecam, po to choćby, aby zobaczyć jak silną macie wiarę w religię.

 

06 (20) – Szczun Na Śląsku – „Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet”

Brat mnie namówił. Ba, wręcz zaraził.

Autor: Stieg Larsson

tytuł oryginału: Män som hatar kvinnor
Pewnego wrześniowego dnia w 1966 roku szesnastoletnia Harriet Vanger znika bez śladu. Prawie czterdzieści lat później Mikael Blomkvist – dziennikarz i wydawca magazynu „Millennium” otrzymuje nietypowe zlecenie od Henrika Vangera – magnata przemysłowego, stojącego na czele wielkiego koncernu. Ten prosi znajdującego się na zakręcie życiowym dziennikarza o napisanie kroniki rodzinnej Vangerów. Okazuje się, że spisywanie dziejów to tylko pretekst do próby rozwiązania skomplikowanej zagadki. Mikael Blomkvist, skazany za zniesławienie, rezygnuje z obowiązków zawodowych i podejmuje się niezwykłego zlecenia. Po pewnym czasie dołącza do niego Lisbeth Salander – młoda, intrygująca outsiderka i genialna researcherka. Wspólnie szybko wpadają na trop mrocznej i krwawej historii rodzinnej.
"Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet"

„Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet”

Dziwnie się czyta książkę, jeśli najpierw się oglądało film. W tym przypadku nakręcono na podstawie książki film „Dziewczyna z tatuażem”  (The Girl with the Dragon Tattoo). W takim wypadku zawsze pod postacie z kart książki, świadomość podstawia bohaterów filmu. I tak Daniel Craig jako Mikael Blomkvist, a Rooney Mara jako Lisbeth Salander.

Książka lepsza niż film, a to, że film widziałem wcześniej wcale nie przeszkadza w czytaniu. Kilka wątków jest inaczej poprowadzonych, co tylko jest na plus powieści.

Jedyne zdziwienie z mojej strony było tuż po otwarciu książki: „Co to za wielka czcionka?” Spokojnie można było książkę odchudzić o 1/3 objętości.

02 (16) – „Cień wiatru”

Autor: Ruiz Zafón Carlos

Tytuł oryginalny: La sombra del viento

W letni świt 1945 roku dziesięcioletni Daniel Sempere zostaje zaprowadzony przez ojca, księgarza i antykwariusza, do niezwykłego miejsca w sercu starej Barcelony, które wtajemniczonym znane jest jako Cmentarz Zapomnianych Książek. Zgodnie ze zwyczajem Daniel ma wybrać, kierując się właściwie jedynie intuicją, książkę swego życia. Spośród setek tysięcy tomów wybiera nieznaną sobie powieść „Cień wiatru” niejakiego Juliana Caraxa.

Zauroczony powieścią i zafascynowany jej autorem Daniel usiłuje odnaleźć inne jego książki i odkryć tajemnicę pisarza, nie podejrzewając nawet, iż zaczyna się największa i najbardziej niebezpieczna przygoda jego życia, która da również początek niezwykłym opowieściom, wielkim namiętnościom, przeklętym i tragicznym miłościom rozgrywającym się w cudownej scenerii Barcelony gotyckiej i renesansowej, secesyjnej i powojennej.

 

W internecie zachwyt, zachwyt i jeszcze raz zachwyt.

Cień Wiatru

Cień Wiatru

A dla mnie?

Hmmm. mimo wszystko jednak wciągająca – choć zakończenia domyśliłem się w połowie książki. Napisana bardzo łatwo przyswajalnym językiem – choć niektóre dialogi dość ordynarnym, a niektóre rozbudowanym.

Główny bohater nie jest postacią pierwszoplanową, dla mnie najciekawszą postacią był niejaki  Fermin Romero de Torres – postać nietuzinkowa, z bardzo interesującą przeszłością. Ba, nawet jedna z najciekawszych postaci literackich z jakimi się spotkałem.

Mieszane odczucia mam. Książka czasami nudnawa, czasami porywająca. Krótkie rozdziały na plus. Dłuższe też. 🙂 Jeśli ktoś ma okazję, to mimo wszystko niech przeczyta.