17 (31) – Szczun Na Śląsku – „Dzień VII – Rowerami z Zielonej Góry do Zielonej Góry”

Tak wcześnie jak dziś jeszcze nigdy, w czasie naszej wyprawy, nie wyjechaliśmy z miejsca noclegowego. Do tej pory celebrowaliśmy ten moment. Przeciągaliśmy go: najpierw śniadanie, ewentualnie kawa i ostanie zerknięcie na agroturystyczną bazę. Tym razem chcemy być już w trasie jak najszybciej.

Trasa VII: Czarnowice – Gubin – Maszewo – Marcinowice

Droga w kierunku Gubina jest dość dobrze utrzymana, ale i dość mocno uczęszczana przez kierowców. Dojeżdżamy do drogi krajowej nr 32 – liczyłem na obecność jakiejś stacji benzynowej przy skrzyżowaniu z naszą drogą numer 286. Zamiast tego znajdujemy informację o nieodkrytym przez nas wczoraj „Łowisku” w Czarnowicach.

Szczun - tym razem na Łużycach

Szczun – tym razem na Łużycach

Po kilkunastu minutach jesteśmy w centrum Gubina (w języku niemieckim Guben, po dolnołużycku Gubin). Rozsiadamy się w ogródku Restauracji Tercet i zamawiamy śniadanie. Jajecznica i herbata. Jesteśmy głodni, więc zjadamy ze smakiem. Po zakończonym posiłku reguluję rachunek i płacę 34 zł. Dopiero po pewnym czasie dochodzi do mnie, że według cennika dwie jajecznice plus dwie herbaty to cena 26 zł. Zapewne zostały także doliczone do rachunku: plasterki cytryn, skibki chleba, masło, a może i nawet cukier. Cóż, „taki mamy klimat”.

Tablica informacyjna dotycząca ratusza

Tablica informacyjna dotycząca ratusza

Opis kościoła farnego za kratami

Opis kościoła farnego za kratami

Zaczynamy zwiedzać miasto. Pierwsza wzmianka o nim pochodzi z 1211 roku z dokumentu Henryka Brodatego. Historyczne centrum Gubina znajduje się po stronie polskiej. W czasie II wojny światowej miasto zostało bardzo dotkliwie zniszczone. Walki trwały od lutego do kwietnia 1945 roku. Bardzo dobitnie o intensywności walk mogą świadczyć ruiny kościoła farnego. Konsekwencją zapisów mocarstwowych był podział miasta na część niemiecką i polską, czyli efekt granicy państwowej na Nysie Łużyckiej.

Ratusz w Gubinie

Ratusz w Gubinie

Stojak dla prasy - ach te zboczenie zawodowe

Stojak dla prasy w Guben – ach te zboczenie zawodowe

Oglądamy dokładnie ratusz, po czym postanawiamy wybrać się na niemiecką stronę miasta na kawę. Wrażenie znów mamy takie, że po przekroczeniu mostu granicznego jest ładniej, czyściej, bardziej schludnie. Idziemy deptakiem przez miasto i trafiamy do kawiarni, w której jest sporo klientów. Na moje pytanie, czy możemy płacić w złotówkach (zadane oczywiście moją bezbłędną niemczyzną 🙂 ), pada szybka odpowiedź „Nein”. Nie, to nie. ChWWD Niemiaszki. Postanawiamy spróbować w jeszcze jednym lokalu naszego kawowego szczęścia. Przy deptaku znajdujemy małą kawiarenkę ze stolikami i krzesłami wystawionymi na zewnątrz. W środku tylko para emerytów. Właściciel na pytanie o złotówki najpierw kręci trochę nosem, ale w końcu się zgadza. Zaznacza jednak przy tym, że dobrze, gdybyśmy zapłącili odliczoną kwotę, bo bedzie miał problem z wydaniem reszty. Tak przynajmniej zrozumiałem :). Całkiem smaczną kawę wypijamy z przyjemnością, delektując się jednoczesnie piękną pogodą. Koszt dwóch kaw w Guben to 4,2 Euro. Wręczam właścicielowi 20 zł i w odpowiedzi pada „To za duże”. Co tam, niech znają Niemcy nasz gest.

No to niemiecka kawusia

No to niemiecka kawusia

Ruiny Fary widoczne od strony Niemiec

Ruiny Fary widoczne od strony Niemiec

Postanawiamy wrócić do Polski. Schodzimy po schodach na bulwar, jak najbliżej rzeki, by sprawdzić czy woda jest mokra i przy okazji odczytać zaznaczone miarką na murze na odpowiednich wysokościach najwyższe stany wód podczas powodzi.

Tabliczki informujące o poziomie wody podczas powodzi

Tabliczki informujące o poziomie wody podczas powodzi

Małym mostem dostajemy się na Wyspę Teatralną. W XIX w zbudowano na niej wg projektu Oskara Titza teatr, mogący pomieścić 750 widzów i ściągający do Gubina najwybitniejszych artystów ówczesnej Europy. Teatr spłonął doszczętnie w 1946 r. Jego świetność przypominają jedynie kamienne schodki, prowadzące niegdyś do głównego wejścia oraz resztki kolumn zdobiących kiedyś fasadę budynku. Obecnie wyspa jest pięknym terenem spacerowym, chętnie odwiedzanym przez polskie i niemieckie rodziny, a usytuowana na stałe scena jest miejscem występów zespołów muzycznych, grup tanecznych i folklorystycznych.

Granica. Po prawej Polska, po lewej Niemcy.

Granica. Po prawej Polska, po lewej Niemcy.

Ruiny amfiteatru na Wyspie Teatralnej

Ruiny amfiteatru na Wyspie Teatralnej

Żużlowi kibice :)

Żużlowi kibice 🙂 – wszędzie są.

Wałęsamy się jeszcze chwilę po mieście, po czym wyjeżdżamy na północ w kierunku Kosarzyna. Trasa wiedzie cały czas nową drogą rowerową, wybudowaną z dotacji unijnych. Za miejscowością Żytowań (niem. Seitwann, łuż. Žytowań) wjeżdżamy na teren Krzesińskiego Parku Krajobrazowego. Strona Zespołu Parków Krajobrazowych Województwa Lubuskiego podaje interesujące informacje:

„Park został utworzony w 1998 r. Jego powierzchnia wynosi ponad 8,5 tys. ha i położony jest na terenie 3 gmin: Cybinka, Gubin i Maszewo. Park obejmuje tereny pradoliny Odry (25-kilometrowy fragment, w tym 10-kilometrowy odcinek graniczny) oraz ujściowy fragment koryta rzeki Nysy Łużyckiej. Oprócz Nysy Łużyckiej na terenie Parku do Odry uchodzi Łomianka. Przyległe do obu dolin rzecznych wysokie terasy, porośnięte są borami sosnowymi i wznoszą się miejscami na ponad 30 m nad poziom rzeki.
Charakterystyczną cechą Parku jest duży udział w jego powierzchni użytków zielonych, położonych na terasie zalewowej pradoliny Odry. Najcenniejszym obszarem Krzesińskiego Parku Krajobrazowego jest zalewany okresowo polder przeciwpowodziowy Krzesin-Bytomiec. Przy wezbraniu wody na rzece Odrze powyżej stanów średnich następuje stopniowe podtapianie i zalewanie polderu, poczynając od miejsc najniżej położonych (wokół Jeziora Krzesińskiego) po łąki i pastwiska leżące w dalszej, wschodniej części polderu. Duże obszary okresowo zalewanych lub podmokłych łąk stwarzają odpowiednie warunki bytowania dla wielu gatunków zwierząt.”

Bardzo ciekawa trasa, górki i dołki. Jedzie się spokojnie, bezpiecznie i przyjemnie. Przejeżdżamy przez Kosarzyn (niem. Kuschern, łuż. Kóšarnja), miejscowość położoną nad jeziorem Borek – atrakcją wypoczynkowo–turystyczną oraz wędkarską. W rejonie Kosarzyna od 1991 roku nastąpiło intensywne wiercenie i wydobycie ropy naftowej. Wydobywano tutaj codziennie około 66 000 litrów ropy.

Zatrzymujemy się na obiad i małą kawę w ośrodku wypoczynkowym „Nad Borkiem” . Tak, to był dobry pomysł. Pogoda wciąż dopisuje, nie możemy więc nie skorzystać z okazji i postanawiamy wykąpać się w jeziorze. I to znów jest dobry pomysł. Mile spędzonych kilkadziesiąt minut.

Plaża na jeziorem w Kosarzynie

Plaża nad jeziorem w Kosarzynie

Uświadamiam sobie, że właśnie jesteśmy najbliżej Ziemi Lubuskiej w czasie całej naszej wyprawy. To sto kilkadziesiąt metrów na północny-zachód, tam, gdzie Nysa Łużycka wpada do Odry. Pokrzepiony tym faktem dalszą trasę pokonuję z wielką przyjemnością 🙂 Mijamy miejscowość Łomy (niem. Lahmo, łuż. Łomy). To bardzo urokliwa stara wioska, w której większość budowli pochodzi z XIX w.

Droga znów wiedzie przez las. Zastanawiamy się, czy burza nas dopadnie, czy też uda nam się dojechać do następnej miejscowości i gdzieś skryć. Dojeżdżamy do Chlebowa (niem. Niemaschkleb, dolnołużycki Namašklěb), które w latach 1945-1953 nosiło nazwę dokładnie przetłumaczoną z łużyckiego, czyli Niemaszchleba. Do historii przeszła skarga mieszkańców wioski z 1664 r., gdy parafianie miejscowego kościoła ewangelickiego żądali od władcy Saksonii Christiana odprawiania nabożeństw w języku słowiańskim. Jedziemy starą brukowaną drogą – co wcale nie jest dla nas przyjemnością.

Przeprawa promowa

Przeprawa promowa w Połęcku

Na promie

Na promie

W drodze na przeprawę promową przez Odrę mijamy wiele kałuż. Musiało niedawno mocno padać. Potwierdzają to panowie obsługujący prom. Na szczęście więc tym razem udało nam się uniknąć burzy. Czekamy chwilę na odbicie od brzegu i tym faktem żegnamy się z Łużycami. Witaj Śląsku, Dolny Śląsku. Po chwili jesteśmy już w Połęcku. Pokonujemy ostry podjazd pod górę i tym samym opuszczamy Dolinę Odry. Po wjeździe na skarpę jesteśmy w Maszewie. Chcemy coś koniecznie zjeść. Liczę na jakiś bar, w końcu to miejscowość, która jest siedzibą gminy. Nic z tego. Po tym, jak okazuje się, że na żadną jadłodajnię nie mamy co liczyć, jedzeniowy prowiant kupujemy w miejscowym spożywczaku. Po szybkim posiłku krótki remont rowerowego bagażnika i pędzimy dalej.

Przed nami jeszcze dwie miejscowości i jesteśmy u celu. Dwie miejscowości, ale całkiem sporo kilometrów, bo około 10. Cały czas jedziemy przez las, a Osiecznica wciąż jakoś nie chce się pojawić. W końcu przed nami droga krajowa nr 29. Spory ruch na niej, ale nie mamy wyjścia, musimy tędy jechać. Na szczęście niedługo. W Osiecznicy wjeżdżamy na ścieżkę rowerową. Trochę niepokoi nas widok, jaki mamy przed sobą. Nie, to nie może być podjazd. Nie teraz. Mamy przecież przejechane 49 km. Uspokajam nas, że ta przerażająco stroma droga to tylko złudzenie optyczne. Nie było. Na sam koniec przyjdzie nam podjeżdżać pod górę. Masakra. Ale dajemy radę i w końcu jesteśmy na miejscu.

Marcinowice i agroturystyka „Jurewiczówka” , która przywitała nas małym zgrzytem. Po przedstawieniu się i poinformowaniu, że mamy właśnie w tym miejscu nocleg (zamówiony oczywiście dużo wczśniej), dowiadujemy się, że nie ma żadnych wolnych miejsc. Zonk. Właścicielka idzie jednak sprawdzić, co i jak, po czym wraca do nas po kilku minutach z informacją, że jednak nie dogadała się z mężem i czeka na nas zamówiony pokój. Najlepszy pokój, jaki udało nam się do tej pory dostać. Schludny, czysty, pachnący. Tak samo w łazience. W końcu udaje nam się trafić na świetne miejsce. I to na ostatni nasz nocleg. Świetna nagroda na koniec wyprawy, super!!!

Prysznic i idziemy coś zjeść. Właściciele polecają lokal, który znajduje się kilkaset metrów od ich agroturystyki. Restauracja Bajka okazuje się strzałem w dziesiątkę. Jedzenie pyszne, swojskie, a porcje przeogromne! Aż nie chce nam się wychodzić. Po wypiciu schłodzonego piwa, tak dobroczynnego na zakwasy, wracamy do „Jurewiczówki” na zasłużony sen. Zasłużony, gdyż w nogach 51 kilometrów.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s