11 (25) – Szczun Na Śląsku – „Dzień II – Rowerami z Zielonej Góry do Zielonej Góry”

Zmęczeni już na dzień dobry, gdyż niewyspani, wyjeżdżamy na drugi odcinek naszej wyprawy po południowych rejonach województwa lubuskiego. Wcześniej jeszcze robimy rozeznanie po gospodarstwie, w którym nocowaliśmy. Efektem jest sesja fotograficzna nad wyraz fotogenicznej kozy. Podglądamy konie pasące się na pastwisku i krzykliwego pawia. Zakładamy sakwy i dokręcamy te śruby, które należy dokręcić.

Fotogeniczna koza

Pełna charyzmy fotogeniczna koza

Trasa II: Podbrzezie Dolne – Żagań

Żegnamy się z Panią Pszczółką oraz jej mężem i wyruszamy do Żagania, miasta, które jest naszym celem tego dnia. Chwilę po opuszczeniu poprzedniego miejsca noclegu zatrzymujemy się jeszcze przy dziko rosnących dwóch śliwach, by zaopatrzyć się w owoce na drogę: węgierki i ałycze.

Nasza agroturystyka w Podbrzeziu Dolnym

Nasza agroturystyka w Podbrzeziu Dolnym

Na dobre opuszczamy Podbrzezie Dolne i wjeżdżamy do Kożuchowa. Ruch samochodowy tego dnia w mieście jest dość spory. Niestety brak tu osobnych dróg rowerowych, więc nie mamy wyjścia i pedałujemy w sąsiedztwie mijających nas co chwilę aut, co nie jest dla nas zbyt komfortowe i przede wszystkim bezpieczne.

Pogoda tego dnia nas nie rozpieszcza, jest bardzo duszno i gorąco. Na dodatek trasa po opuszczeniu centrum Kożuchowa wiedzie pod górę. Na to samo utrudnienie napotykamy, gdy wjeżdżamy do Podbrzezia Górnego. Po dwóch kilometrach przecinamy nieczynną linię kolejową i tu czeka na nas kolejny punkt darmowego posiłku – olbrzymie pole kukurydzy, które bardzo zachęca, by pokusić się o drobną kradzież. Po chwili trzymam już w dłoniach dwie kolby kukurydzy. Są jeszcze białe, mleczne i przesmaczne. Warto było zboczyć na chwilę z trasy.

Nikt nie poda do sądu o kukurydzę?!?

Nikt nie poda do sądu o kukurydzę?!?

Po małej przekąsce ruszamy dalej. Docieramy do miejscowości Stypułów. Mijamy zdewastowany budynek dworu, którego obraz jest bardzo przygnębiający. Opuszczając wieś, napotykamy miejscowego, który chce nam sprzedać jabłka. Nie wie, że jesteśmy już zaopatrzeni w owoce, które zjemy podczas naszego następnego postoju. Ów postój wyznaczamy w Jeleninie, gdzie pod miejscowym sklepem robimy sobie krótką przerwę. Lody plus śliwki zebrane na początku trasy to orzeźwiające połączenie, idealne w ten upalny dzień.

Poranna owocobranie

Poranna owocobranie

Niesamowity skwar powoduje, że postanawiamy zmienić dalszą część dzisiejszej trasy. Pierwsza wersja zakładała dłuższą podróż do Żagania, bo przez Małomice. Postanawiamy jednak odpuścić sobie tę wersję i jechać prosto do celu.  Ruszamy więc dalej. Zostało nam kilkanaście kilometrów. Nadal bardziej pod górkę niż w dół. Mijamy Kocin i Starą Kopernię. Już blisko i coraz bardziej w dół. Żagań leży nad rzeką Bóbr i po przekroczeniu granic miejscowości zjeżdżamy dość stromym zjazdem do centrum. Zatrzymujemy się przed planem miasta i nagle pojawiają się w głowie pytania: „W której części miasta dokładnie jesteśmy?”,  „Jak dotrzeć do miejsca noclegowego?”. Na szczęście za chwilę wszystko okazuje się być już jasne, więc wsiadamy na rowery i czym prędzej podążamy do pensjonatu, w którym mamy zatrzymać się tej nocy.

Przed planem miasta Żagania - a na herbie śląski orzeł :D

Przed planem miasta Żagania – a na herbie śląski orzeł  😀

„Młynówka” wita nas zamkniętymi drzwiami i kartką z podanym numerem telefonu. Dzwonię, przedstawiam się i informuję, że mamy zamówiony nocleg na dziś. W słuchawce słyszę: „To pan ma być o 23:00?” – bardziej stwierdzenie niż pytanie. Zamurowało mnie, jest piętnasta z minutami. Tragedii jednak nie ma, bo właściciel pensjonatu po niedługiej chwili przyjeżdża na miejsce. Okazuje się, że jego pracownica, która przygotowywała pokój i dzień przed naszym przyjazdem udała się na urlop, błędnie usłyszeć musiała liczbę nocujących gości, bo… dostajemy pokój jednoosobowy. Nie stanowi to jednak dla nas większego problemu i decydujemy się na takie rozwiązanie. Łóżko wydaje się być całkiem spore, a i 50% ceny to kusząca okazja. Poza tym jesteśmy zbyt zmęczeni, by czekać na przygotowanie tego właściwego, dwuosobowego. Ostatecznie płacimy 50 zł – za dwie osoby to cena odpowiednia, za jedną osobę (tak jak miało być początkowo – zdecydowanie za duża).

Po szybkim odświeżeniu się (łazienki w pensjonacie są na zewnątrz pokojów) udajemy się na zwiedzanie miasta. Pierwsze wzmianki historyczne o Żaganiu pochodzą z 1202 roku, z dokumentu księcia śląskiego Henryka I Brodatego.

Mamy szczęście, bo „Młynówka” sąsiaduje z bardzo malowniczym terenem. Wychodząc z pensjonatu trafiamy wprost do Parku Pałacowego, który ma około 100 ha powierzchni i rozpościera się po obu stronach Bobru. Jest on jednym z najcenniejszych i największych w Europie, wspaniałe miejsce, idealne na piknik, wyciszenie albo spacery. Do tego wrażenie robi sam pałac. Barokowy, mieszanka stylów francuskich i włoskich. Jego budowę rozpoczęto w 1630 roku, a ukończono pod koniec XVII wieku.

Taki widok mamy gdy wychodzimy z pensjonatu.

Taki widok mamy gdy wychodzimy z pensjonatu.

W pałacu spotykamy przesympatycznego portiera, który w „Informacji Turystycznej” znajdującej się w budynku pałacu sprzedaje nam pamiątki i mapy. Taki jego dodatkowy zakres obowiązków. Map Żagania były dwa egzemplarze. Jedna aktualna na rok 2002, druga na rok 2004/05. Nowsza mapa miała naniesione długopisem poprawki aktualizujące układ nowych ulic. Bezcenne. Kupuję ją od razu.

W pałacu odbywają się akurat warsztaty muzyczne w ramach „XXVI Letniej Akademii Muzycznej”. Dźwięki skrzypiec, fortepianu oraz innych instrumentów towarzyszą nam podczas zwiedzania piętra pałacu. Przygnębiające wrażenie robią płyty OSB we wnękach okiennych zamiast okien. Jednak pałac jako obiekt oraz jego poszczególne sale są niesamowite i robię fantastyczne wrażenie. To niezwykłe doznanie choć przez chwilę poczuć klimat tamtego okresu.

Pałac w Żaganiu

Pałac w Żaganiu

Trochę już głodni i spragnieni udajemy się na zasłużony obiad. Przez remontowany Plac Słowiański, ulicą Warszawską (deptak) docieramy na Rynek i decydujemy się na „Restaurację Kepler”. Dwa dania dnia (na które składa się rosół oraz ziemniaki, grillowana pierś z kurczaka plus sałatki – cena 16 zł za sztukę) i dwa zimne piwa w pełni nas satysfakcjonują. Zupełnie inne mamy niestety wrażenia, kiedy obserwujemy architekturę Rynku. Panuje tu chaos i nieład, ciekawe kamienice  zakryte są przez otaczające je ogrodzenia z blachy. Ale jest szansa, że to się zmieni, bo podobno planowany jest remont. Może wtedy będzie ładniej. Może.

Wieczorem postanawiamy się zrelaksować. Chcemy udać się w klimatyczne miejsce, więc wybór jest prosty – wyspa na Bobrze. Znajdujemy idealny punkt na wschodnim jej cyplu i odkorkowujemy litrową butelkę wina (jako, że znów 32 km mamy w nogach). Na zakwasy. Pogoda jest cudowna, w oddali słychać spadającą z jazu wodę. Jest ciepło, spokojnie i bez komarzyc. Idealny wieczór. Delikatnie nasączeni alkoholem, udajemy się jeszcze na krótki spacer po parku. Każda ławka w nim tętni życiem. Wielu młodych ludzi widać też w okolicach pałacu, który podświetlony setkami kolorowych lampek robi piorunujące wrażenie. Nic więc dziwnego, że żagańska młodzież wybiera to właśnie miejsce, by spotkać się ze sobą w sobotni wieczór. Tym bardziej, że pogoda dopisuje.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s